Zadzwoń do Nas

627-320-710

NASZ E-MAIL-a 

lo1@lo1.ostrzeszow.pl

Pasja czytania

Iluzja i kłamstwa

„Bo wbrew temu, co piszą autorzy kryminałów, większość przestępstw popełniają idioci. Niezorganizowani, smutni frustraci, którym zabójstwo wydaje się jedynym i najlepszym sposobem na rozwiązanie życiowych problemów. Zupełnie jakby nie zdawali sobie sprawy z faktu, że zbrodnia doskonała nie istnieje, a śmierć stwarza jeszcze więcej problemów niż życie”.
„Zabawka” Roberta Ziębińskiego to książka, która zasługuje na uwagę. Powieść, nawiązuje do dwóch warszawskich zbrodni, które faktycznie miały miejsce na początku lat dwutysięcznych. Pierwsza z nich to tajemnica, która nie została wyjaśniona do dziś, morderstw trzech bezdomnych prostytutek, natomiast druga dotyczy zaginięcia siedemnastoletniej Katarzyny D., po której jedynym śladem, jaki pozostał, jest szokujący pamiętnik. Autor przedstawia śmiały, a zarazem przerażający, hipotetyczny przebieg wydarzeń.
Zawsze trochę obawiam się książek, opartych na faktach, ponieważ nie każdemu autorowi udaje się napisać, powieść tak, by jego relacja wypadła wiarygodnie. Wiadomo, że dla podniesienia atrakcyjności książki, pisarze często muszą popuścić wodze fantazji czy pozmieniać fakty, ale Ziębiński zrobił to z dużą klasą i wyczuciem, nie umniejszając wartości tematu. Pisze o poruszających zbrodniach, które faktycznie miały miejsce i doskonale łączy to z fikcją literacką. Oddaje głos kobietom, skrzywdzonym, których losem przejęły się dwie inne kobiety próbujące dociec prawdy.
Ewelina umarła już za życia dawno temu, zanim znaleziono ją martwą w lesie. Kasia całą rozpacz i prawdę zawarła na kartach swojego pamiętnika, który obezwładnia. Opisuje w nim, co popchnęło ją do tego, że znalazła się w egzystencjalnym piekle. „Jej nigdy nie odnaleziono. On nigdy nie został ukarany”, te słowa z okładki z zestawieniem wspomnień nastoletniej dziewczyny, którą dorosły mężczyzna omotał, wytresował i uzależnił, czyniąc z niej seks zabawkę, brzmią szokująco.
Dwie zamordowane, które milczą i dwie, które próbują wyjaśnić zagadkę ich śmierci. Ania i Kaja to pozornie dwa różne światy. Wydaje się niemożliwe, aby te skrajnie różniące się od siebie kobiety mogły sobie wzajemnie pomagać w odkrywaniu prawdy. Mająca problem z alkoholem, niestabilna emocjonalnie Ania i ambitna młoda policjantka, która jest tematem niewybrednych żartów kolegów z wydziału.
Ania (sądzę, że zdrobnienie imienia bohaterki to zabieg celowy), córeczka bogatego tatusia, która została zmuszona do konfrontacji ze swoją przeszłością, robi to z taką determinacją, o jaką nikt by ją nie podejrzewał. Rodzina, którą do tej pory uznawała za coś stałego i pewnego, okazała się pełna kłamstw i sekretów. Rodzina na pozór szczęśliwa, ale tylko do momentu, gdy na powierzchnię wypływa dramatyczna przeszłość.
Kaja jak na policjantkę przystało, początkowo postępuje schematycznie, ale bardzo szybko autor zgrabnie wiąże losy obu bohaterek w takiej relacji, jakiej czytelnik się nie spodziewa. Dziewczyny łączą swoje siły, by dotrzeć do mrocznej przeszłości zamordowanych.
Ziębiński snuje swoją historię w wyjątkowy sposób, który działa na wyobraźnię czytelnika. Chociaż wszystko wydarzyło się dawno temu, temat jest nadal aktualny. Autor w porażający sposób opowiada, o tym jak dziwną istotą jest człowiek, który może przyzwyczaić się do życia w brudzie i upokorzeniu. Pogodzić się z doznaną krzywdą i żyć z demonami przeszłości. O tym, że jedna zbrodnia prowadzi do kolejnych, a sprawiedliwość nie zostaje wymierzona. Na wiele pytań nie uzyskamy odpowiedzi.
Niesamowity, niecodzienny kryminał oparty na faktach. Kulisy spraw, które nigdy nie znalazły wyjaśnienia, zbrodniarze, którzy nadal pozostają na wolności.
Bulwersuje fakt, że czasem ci, których mamy za szanowanych obywateli to zwykli oprawcy, którzy by ukryć, to, co zrobili, wykorzystują swoją pozycję i pieniądze. Ta powieść szokuje, ta powieść intryguje. To powieść, która nie idzie na łatwiznę. Wstrząśnie każdym, kto ją przeczyta.
Polecam.
“Wiesz, chyba zawsze jest tak, że uciekniesz, ukrywasz się przed kłopotami, ale one w końcu wracają i gryzą cię w dupę. ”
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MOVA.

Królowa zła

„Użalanie się nad sobą jest początkiem wszelkiego zła.”
„Weekend” to historia czterech dysfunkcyjnych kobiet, które po wypadzie do uUstronia obiecują sobie wiele. Przyjeżdżają do Sanktuarium, by naprawić wszystko lub dokonać zemsty.
Od początku miałam przekonanie, że Spa zwane przez właścicieli Sanktuarium to jedno wielkie oszustwo. Charyzmatyczny doktor Dave, który wmawia uczestnikom, że w jeden weekend mogą w sobie zmienić wszystko, a przy pomocy cudownej herbatki oczyszczą umysł i wrócą do siebie jako zupełnie inni ludzie, trąca sektą. Wpajanie, że mogą stać się lepszą wersją siebie, doprowadzi do tragedii.
Autorka naprzemiennie kawałek, po kawałku przedstawia cztery najważniejsze bohaterki powieści. Każda ma mroczną tajemnicę, przeszłość, którą ukrywa przed pozostałymi i wiezie ze sobą jako dodatkowy bagaż na weekend życia, który ma pozwolić się im z tym uporać. Cztery użalające się nad sobą dwulicowe kobiety, które mają mało wiarygodne powody do tego, dlaczego tak jest. Biorą udział w odnowie, mając nadzieję na znalezienie ukojenia i doświadczenie spokoju. Każda z nich ma ukryty powód, by pozbyć się tej drugiej.
Katie, zepsute duże dziecko, starzejąca się była gwiazda filmów dla dzieci, oderwana od rzeczywistości. Elie, która wydaje się mieć najwięcej sekretów i początkowo można jej nawet współczuć. Carmen niespełniona życiowo i zawodowo, opiekunka rodziny. Rozżalona i niezadowolona, naiwna i wreszcie Ariel, bez poczucia pewności siebie, własnej wartości, niekochana. Typowa desperatka jeszcze bardziej naiwna niż Carmen. Każda z nich może być osobą z prologu, „odosobnienie” nie służy żadnej z nich. Mroczna aura powieści nie zapowiada, że relacje kobiet się naprawią. Wszystko, co kryją w ciemnych zakamarkach swojej świadomości, wypływa powoli na powierzchnię. Rany doznane w przeszłości rodzą w nich lęk, a ciągła podejrzliwość i brak wzajemnego zaufania, niszczą od środka. Narasta fala żalów i pretensji.
„Weekend” jest pełen mrocznych i pokręconych postaci, dobrze rozwiniętych psychologicznie, chociaż niesympatycznych. Każda z nich prowadzi inne życie i każda ma sekrety, o których nie chce mówić i pamiętać. Wszystkie są odpychające, ale mimo wszystko intrygujące i bardzo chciałam się dowiedzieć co się z nimi stanie. Zakończenie jest nieprzewidywalne, prawdziwy winowajca i jego tajemnica nie zostaną wyjawione aż do końca. Ta historia nie stanie się może moją ulubioną, bo jest w niej coś, co odpycha i przyciąga jednocześnie. Nie zadowoliła mnie postaciami, bo wszystkie mają paskudne usposobienie, które nie pozwala ich lubić ani im współczuć. Cztery punkty widzenia czterech kobiet. Wszystkie wydają się być płytkie i banalne, papierowe, jedyne postać Katie ewoluuje i nabiera kształtów i w tej historii zdecydowanie wiedzie prym.
Wszystkie postaci pojawiające się w książce są okropnymi ludźmi i w miarę rozwoju fabuły, stają się jeszcze gorsi. Od samego początku relacje w grupie zgrzytają, a gdy jedno z uczestników znika bez śladu, autorka zabiera czytelnika w emocjonującą podróż, na ciemną stronę aż do samego końca.
Założenie thrillera jest bardzo intrygujące. Zaczyna się mrożącym krew w żyłach prologiem, który nadał odpowiedniego nastawienia. Oczekiwanie nieuniknionego. Thriller psychologiczny z wieloma postaciami, których prawdopodobnie nie polubicie. „Weekend” to pokręcona opowieść o tajemnicach, kłamstwach, nienawiści i zemście. Prawdziwy winowajca nie zostanie ujawniony aż do końca, a każda postać ma potencjał by nim być. Zakończenie jest jednak satysfakcjonujące, nie ma pytań bez odpowiedzi. Gdyby nie ten niesamowity prolog, można by chwilami sądzić, że to powieść obyczajowa z dowcipnymi wstawkami, ale jak się później okazało autorka, ma taki humorystyczny styl pisania. Poruszyła przy tym wiele problemów. Gwałt, wykorzystywanie dzieci, uzależnienia od narkotyków, alkoholu, problem ze zdrowiem psychicznym i pseudo cudowne miejsca, które niby pozwalają odmienić życie.
„Mówienie, że ludzie mogą kontrolować wszystko, co ich spotyka, było jednocześnie egoistyczne i okrutne”. „ […] że możesz mieć wszystko, czego pragniesz na tym świecie. Nie możesz pozwolić, żeby cokolwiek cię powstrzymało”.
Książkę przeczytałam dzięki Prószyński i S-ka, premiera książki 16 marca 2021 r.
Dziś już się z Wami żegnam, do usłyszenia wkrótce.

„Nie mówiąc nikomu”

Dzisiaj poniedziałek, więc nowa recenzja książki, przygotowana przez Panią Halinę Więcek.
Z cyklu Blog Haliny poleca, przedstawiam Wam niezwykłą książkę obyczajową: "Nie mówiąc nikomu" Danuta Awolusi.
Zapraszam do przeczytania recenzji:
*RECENZJA*
Prawda nie zawsze jest jedna
„Rodzina to państwo w państwie. Może dziać się dobrze lub nie, ale świat nie powinien o tym wiedzieć”.
„Nie mówiąc nikomu”, to jedna z oryginalniejszych powieści obyczajowych, jaką ostatnio przeczytałam. Dojrzała, doskonale skonstruowana. Absorbująca i wciągająca. Powieść o troskach dnia codziennego, miłości, kłamstwach, niedomówieniach. Autorka kawałek po kawałku niczym puzzle, odsłania fragmenty historii. Trójka bohaterów. Laura i Maksymilian, małżeństwo z kilkunastoletnim stażem, dwójką dzieci i ustabilizowanym życiem opartym na kłamstwie i pozorach oraz Urszula, nazywana potocznie Uką, która na własne życzenie żyje jak nędzarka, na krawędzi społeczeństwa niczym wyrzutek.
Laura i Maksymilian, oboje kłamią, każdy ma swoje tajemnice, które podstępnie niszczą ich relacje. Ona uwikłana w sieć swoich sekretów i niedopowiedzeń. On od lat żyje ze swoją tajemnicą, nienawidząc siebie. Coraz mniej ze sobą rozmawiają, pojawia coraz więcej żalów i pretensji, które ich rozdzielają. Cierpią z tego powodu ich dzieci. Zapomnieli, że małżeństwo, to pasmo kompromisów i tylko szczera rozmowa jest uzdrawiająca. Kłamstwo rodzi kolejne kłamstwo. Żyją w bańce iluzji, w sieci, którą sami utkali. Kiedy prawda powoli zaczyna wychodzić na jaw, wtedy to poukładane życie ulega rozsypce.
Autorka ma niezwykły zmysł obserwacji codzienności i przenoszenia historii na pozór zwykłych na papier. Potrafi wstrząsnąć czytelnikiem i zmusić do refleksji. Porusza trudne tematy, kontrowersyjne, ale nikogo nie ocenia. Pokazuje konsekwencje błędów życiowych.
Zatajanie prawdy nie doprowadzi do niczego dobrego. Człowiek, który nie potrafi się zaakceptować i nie ma dla siebie szacunku, nie potrafi innych właściwie kochać. Rodzice, którzy tłamszą swoje dziecko słowami ”Nie możesz”, „Nie umiesz”, „To ci się nie uda” wyrządzają mu krzywdę, sprawiają, że wyrasta na osobę zakompleksioną, zamkniętą w sobie, niemówiącą prawdy, która nie wierzy w swoje umiejętności. Małżonek, który w imię wyższego dobra, ubezwłasnowolnia w cudzysłowie partnera doprowadzi prędzej czy później do buntu. Ojciec, który powinien być filarem rodziny, gdy zawodzi, dzieci tracą kręgosłup moralny.
Niecodzienna, słodko gorzka opowieść o życiu, w której splotły się dwie historie i nie wiem, która bardziej skradła moje serce.
Laura i Maksymilian to przykład małżeństwa, jakich mnóstwo w naszym otoczeniu. Rodzinna sielanka i szczęście na pokaz, a w środku zgnilizna. Życie w luksusie, w złotej klatce wbrew oczekiwaniom nie przynoszą szczęścia. Niespełnione ambicje, powodują, że życie staje się nieznośne, ale przecież nie można wziąć urlopu od rodziny. Zaprzestać bycia matką, żoną. Bycia mężem, ojcem. Zrzucić ciężar prowadzenia domu na partnera.
Wzruszająca historia Uki, kobiety odciętej na własne życzenie od społeczeństwa. Uważanej za dziwaczkę z powodu swoich zwyczajów, ale tak naprawdę nikt nie zadał sobie trudu by ją poznać. Wystarczyło jednak okazać trochę zainteresowania i serca, by nieszczęśliwa kobieta postanowiła wpuścić do swojego świata odrobinę miłości i czułości, których była pozbawiona w dzieciństwie. Łatwiej oceniać, wyśmiać, drwić niż wyciągnąć pomocną dłoń do kogoś, kto tego potrzebuje, chociaż o tę pomoc nie poprosi.
Autorka poruszyła jeszcze jeden aspekt naszego życia, z którym mamy często do czynienia w małych społecznościach. Zazdrość o sukces innych, chociaż samemu nic się nie robi, by ten sukces osiągnąć i nieukrywana radość z tego jak komuś powinie się noga.
Co stanie się z parą, na którą prawda spadnie z mocą wodospadu i powali na kolana? Czy będą potrafili się z nich dźwignąć, by ratować rodzinę? Czy w imię miłości i tego, co wspólnie do tej pory zbudowali będą potrafili sobie wybaczyć?
Co stanie się z Uką, która przez tyle lat wypierała ze swojej świadomości tragiczną przeszłość, kiedy dotrze do niej prawda?
Czy trzeba kłamać? Wybierać mniejsze zło? Zło zawsze jest złem, a kłamstwo kłamstwem.
Polecam, powieść warta każdej spędzonej z nią chwili.
„ […] miłość to najbardziej skomplikowane i nielogiczne uczucie na świecie, które trudno przyłożyć do jakiegoś szablonu”.
Powieść przeczytałam dzięki Prószyński i S-ka

„Szczęście na miarę”

Nowa recenzja, przygotowana przez Panią Halinę Więcek ?
Zapraszam Was do przeczytania mojej recenzji książki „Szczęście na miarę” Agaty Kołakowskiej, wydanej przez Prószyński i S-ka. Premiera miała miejsce 26 stycznia 2021 r. Po jej przeczytaniu będziecie mogły się przekonać, skąd te moje romantyczne rozważania się wzięły.
Cześć, witam Was ponownie moi kochani.
To nic, że karnawał się dawno skończył, bo i tak za bardzo nie było możliwości, by zostać królową parkietu, ale na pewno takie okazje jeszcze nadejdą, święcie w to wierzę.
Myślę, że w każdej z nas drzemie romantyczka i każda z nas zapewne pozwoliłaby wszyć w rąbek swojej sukienki życzenie, które w magiczny sposób mogłoby się spełnić. Każda ma takie marzenie, jedno maleńkie, takie tyciusieńkie, ja też mam. Oczywiście nie chcę, żebyście zdradzały, jakie, bo to słodka tajemnica każdej z nas. Nigdy nie lubiłam nosić sukienek (pan Leonard byłby zbulwersowany), ale to może kwestia krawca, który uszyłby dla mnie tę właściwą, jedyną w swoim rodzaju, w której poczułabym się jak księżniczka z bajki. Teraz to już raczej jak majestatyczna monarchini ?
Z cyklu Blog Książki Haliny poleca :
*RECENZJA*
Krawiec losu
„Osiągnięcia tylko po części są efektem talentu, determinacji i pracy. Cała reszta to zbiegi okoliczności, sprzyjający czas, ludzie, których spotyka się na swojej drodze i zwykły fart”.
Główny bohater, to krawiec z klasą szyjący od lat wyłącznie sukienki dla swoich klientek, które mogą polecić zakład Leonarda tylko jednej osobie. Mało tego wszywa w rąbek sukienki wyhaftowane życzenie klientki, które się spełnia. Brzmi jak bajka? Ta powieść trochę nią jest. Wystarczy usiąść w wygodnym fotelu, otulić się kocem, wziąć w dłoń kubek wypełniony ulubionym napojem i wyruszyć w sentymentalną podróż w przeszłość, bo przecież dziś już nie ma takich zakładów krawieckich z duszą. Chwila zapomnienia, zaczarowania oto, czym jest ta powieść. Odrobina magii, to jest to coś, w co wierzą lub chcą wierzyć klientki Leonarda. Bohaterkami powieści są także kobiety, starsze, młodsze, te spełnione i te poszukujące właściwych ścieżek. No i oczywiście sukienki, zwłaszcza jedna żółta.
Sekret Leonarda Kittaya tkwi w tym, że jego sukienki są niecodzienne, idealnie dobrane do natury danej kobiety, uszyte z najlepszych materiałów, wykończone z największą starannością. Każda niewiasta, która wkłada taką sukienkę, czuje się wyjątkowa i piękna. Niestety czasy się zmieniają, większość kobiet kupuje rzeczy w sieciówkach, a Leonardowi daleki jest świat reklamy i marketingu, mały zakład rzemieślniczy powoli traci rację bytu. Zmuszony jest rozstać się ze swoją wieloletnią pomocnicą, bardzo utalentowaną krawcową. Żadne z nich nie jest z tego powodu szczęśliwe.
„Szczęście na miarę”, to solidna literatura obyczajowa z nutką fantazji i romantyzmu. Wspaniała odskocznia od codzienności. To powieść ciepła przywołująca nadzieję, lekka i przyjemna z przesłaniem skłaniająca do poważnych przemyśleń. Autorka ujęła mnie ładnym i poprawnym językiem literackim, mądrymi przemyśleniami i na czasie. Zapałałam ogromną sympatią do stworzonych przez nią postaci, no może za jednym małym wyjątkiem. Fantastyczna historia niespełnionej miłości, przyjaźni, czekania, pragnień, nadziei. Życzeń, marzeń i roszczeń, tak to też. Wiadomo, że różnie bywa z naszymi życzeniami. Czasem marzymy o czymś tak bardzo, że gdy się spełnia i mamy to w zasięgu ręki, wtedy zaczyna nas dręczyć przekonanie, że nie o to nam chodziło. Wolimy życie poświęcać pogoni za szczęściem, zamiast być szczęśliwym i to szczęście odczuwać, a możemy je odczuwać na każdym etapie naszego życia, wystarczy być uważnym i tylko chcieć je odkrywać. Sami podejmujemy decyzje, które rzutują na nasze życie. Nikt nie robi tego za nas, a przynajmniej nie powinien. Tak jest łatwiej – winę za wszystkie nieszczęścia zwalać na rzeczywistość, w której żyjemy. Trudniej już pogodzić się z faktem, że sami tę rzeczywistość tworzymy. Tak bardzo brakuje nam w tym zabieganym świecie miłości, zrozumienia, szczęścia po prostu. Każda z nas jest wyjątkowa, dlatego autorka zachęca do realizowania swoich marzeń, szukania tego w życiu, co najważniejsze.
Nie jest to powieść, którą można by zaliczyć do realizmu magicznego, życzenia zaszyte w sukienkach, to nie cudowny dar, ani spełnianie listy życzeń za pomocą magii, bo wszywki w sukienkach nie mają mocy sprawczej, to my sami jesteśmy kowalem swego losu. Nieszablonowa historia, w której jest dużo smutku i melancholii, chociaż w końcowym efekcie przebija przez nie promyczek nadziei. Nawet jeżeli nie lubię sukienek, bardzo bym chciała, żeby ktoś dla mnie uszył taką jedyną, wyjątkową, żebym poczuła się w niej jak gwiazda filmowa.
„Nie musimy oddawać naszego szczęścia w niczyje ręce. I to jest właśnie najpiękniejsze".
Za możliwość przeczytania Książki dziękuję
Prószyński i S-ka i portalowi Lubimyczytac.pl

„Księga dwóch dróg”

Dzisiaj poniedziałek, więc nowa recenzja przygotowana przez Panią Halinę Więcek.
Z cyklu blog Książki Haliny poleca:
Dziś będzie sentymentalnie, refleksyjnie, a wszystko za sprawą najnowszej powieści Jodi Picoult zatytułowanej „Księga dwóch dróg”, która swoją premierę miała 9 lutego, wydana została przez wydawnictwo Prószyński i S-ka.
Zapraszam do przeczytania recenzji
*RECENZJA*
Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.
„Można zaplanować swoje życie, a mimo to dać się zaskoczyć".
Kim byśmy byli teraz, gdyby nasze życie potoczyło się zupełnie inaczej?
„Księga dwóch dróg”, to epicka powieść o rozważaniu na temat życia i śmierci. Książka skoncentrowana na poszukiwaniu celu i sensu życia. Najnowsza powieść Picoult zupełnie inna od tych, które do tej pory przeczytałam, bardzo trudna do oceny, umyka wszelkim możliwym schematom. Książka o miłości i stracie, życiu i śmierci i o Egipcie. Zmuszająca do refleksji i rozważań, jak potoczyłoby się nasze życie gdybyśmy podjęli inne decyzje.
Życie to ciągłe dokonywanie wyborów. Każda, nawet najmniejsza decyzja, ma swoje konsekwencje w przyszłości. Miejsce, w którym jesteśmy tu i teraz, co osiągnęliśmy, straciliśmy, a o czym tylko marzyliśmy - jest sumą decyzji, jakie podjęliśmy. Rzeczywistość często okazuje się zupełnie inna od naszych wyobrażeń. Nigdy nie będziemy pewni, czy podjęliśmy słuszne decyzje, ale szkoda marnować życie, na rozważania kim moglibyśmy być gdybyśmy podjęli inne. Każde słowo, które wypowiadamy, każdy oddech, przybliża nas do końca. Trzeba z wdechem nabrać w płuca wdzięczność za dodatkowe sekundy, które zostały nam dane. Z wydechem myślmy o sekundach, które minęły.
Każdy z nas pewnego dnia stanie twarzą w twarz z własną śmiertelnością. „Księga dwóch dróg”, to starożytny egipski przewodnik po życiu pozagrobowym, pierwsza znana mapa zaświatów przedstawiająca dwie ścieżki, którymi dusza może podążać do tego samego celu. Zostaje ona poddana próbie, gdyż obie ścieżki są pełne walki i pokus. To doskonały punkt wyjścia powieści. To dwa wybory, dwa różne życia. Każde zarówno pełne radości, jak i smutku.
W powieści istnieją dwie główne historie, które są opowiadane w połączeniu, a zarazem ze sobą sprzeczne. Te światy są niekompatybilne i bardzo się od siebie różnią, a mimo to mkną naprzeciwko siebie po tym samym torze, gdzie kolizja jest nieunikniona. Fabuła kręci się wokół koncepcji alternatywnego świata. Raz znajdujemy się w Bostonie, gdzie główna bohaterka ma męża i córkę i zawodowo jest doulą od umierania, za chwilę w innym świecie gdzie wraz z Wyattem, otwierają sarkofag egipskiego faraona i widzą „Księgę dwóch dróg”.
Cechą charakterystyczną twórczości Jodi Picoult, jest jej błyskotliwość. Każdy, kto czyta książki autorki, dowiedział się rzeczy, o których prawdopodobnie wcześniej nie miał pojęcia, tym razem zabiera czytelnika w niesamowitą podróż, z której dużo można się dowiedzieć o kulturze starożytnego Egiptu. Czułam, jakbym sama przemierzała egipskie grobowce, brała udział w badaniach, siedziała obok bohaterów i słuchała ich rozważań. Wybieram powieści Picoult z określonych powodów, bo to dobrze opowiedziane historie, zawierające jakąś tajemnicę, z dołączonymi lekcjami życia i z reguły niespodziewanymi zwrotami akcji. Ta powieść pozornie tego nie ma, ale kiedy wydawało mi się, że wiem już wszystko, cała moja wiedza poszła w rozsypkę, nastąpiło lądowanie awaryjne.
Autorka pokazuje dwie ścieżki życia Dawn, co by się stało, gdyby wybrała jedną z nich. Małe chwile to rodzina znajdująca się w kryzysie w Massachusetss, czułe i pełne tęsknoty oraz te większe w Egipcie. Główna bohaterka to skomplikowana postać, która wydawała mi się początkowo samolubna, ale wraz z rozwojem fabuły zaczęłam ją coraz bardziej lubić, okazała się zupełnie inną osobą, niż myślałam i zrozumiałam motywy jej postępowania.
Co by było gdyby, jest rzeczywiście sednem tej emocjonalnie bogatej i złożonej powieści. Idea dwóch możliwych żywotów oparta na starożytnym egipskim tekście „Księga dwóch dróg”. Żale i spoglądanie wstecz na niewykorzystaną drogę, rzeczy, o których wiemy, że powinniśmy podzielić się z innymi, ludzie, których czujemy potrzebę zobaczenia, gdy stajemy w obliczu końca życia. Chodzi o wybory, których dokonujemy, a także o okolicznościach, które zmuszają nas do dokonywania wyborów, o tym jak mogą one dać nam alternatywne możliwości. Jak każdy wybór, niezależnie, czego dotyczy ma wpływ na nasze życie. Podejmujemy decyzję, którą ścieżką mamy podążać, a każda z tych decyzji ma swoje konsekwencje, niezależnie od tego, co wybraliśmy.
Z lektury jasno wynika, że Jodi Picoult przed napisaniem książki dokonała dokładnego i dogłębnego poznania tematu. Książka jest bogata w historię, o tym jak odmienna i odległa kultura radziła sobie ze śmiercią i umieraniem. Czuć wielką fascynację autorki Egiptem. „Księga dwóch dróg”, to epicka powieść o rozważaniu na temat życia i śmierci. Książka skoncentrowana na poszukiwaniu celu i sensu życia. Skupia się na miłości, tej pierwszej i na tym jak w ogóle w życiu zatrzymać miłość. Autorka nagromadziła w niej mnóstwo informacji i szczegółów, chwilami trudnych do przyswojenia, na temat egiptologii i fizyki kwantowej. Bardzo lubię dowiedzieć się czegoś nowego, ale ten nadmiar detali sprawiał, że chwilami miałam wrażenie, że czytam podręcznik, którego treść muszę zapamiętać na egzamin, a główny sens powieści zgubił się w gąszczu tych naukowych detali.
Podsumowując, najnowsza powieść Picoult jest zupełnie inna od tych, które do tej pory przeczytałam, bardzo trudna do oceny. Książka o miłości i stracie, życiu i śmierci, a także o Egipcie. Po lekturze mam mętlik w głowie, jak po każdej książce Picoult i mieszane uczucia, co do zakończenia. Doczytałam w notce, że Jodi chciała zupełnie innego finału, chciałabym się dowiedzieć, jakiego, co nie oznacza, że bardziej by mi się podobał. „Księga dwóch dróg”, jest obszerna z dużą ilością informacji, które zajmą sporo czasu i serca, ale naprawdę warto. Nie polecam na początek przygody z twórczością autorki.
„Śmierć wszystkich zaskakuje, co na dobrą sprawę jest idiotyczne. Przecież to rzecz najbardziej oczywista ze wszystkich".
Książkę przeczytałam dzięki
Prószyński i S-ka
Dziś już żegnam się z Wami, do usłyszenia wkrótce.

Informacje

Strona w przebudowie.
Wkrótce wszystkie materiały zostanąprzeniesione na naszą nową stronę.
Do tego czasu część jest dostępna w poprzedniej witrynie.